Link 07.04.2008 :: 16:09 Komentuj (2)
jest wiosna.. a na wiosne wszyscy maja katar.
sok z mango jest najlepszym lekarstwem na wszystkie smutki.
czy 5 roznych zeli pod prysznic to juz fetysz?
no i znowu sie zakochalam... Angus and Julia Stone koncert juz niedlugo...
kurwa. podczas mycia zebow wypadl mi kolczyk z ucha i przez ulamek sekundy widzialam jak gine gdzies w otchlani rury odprowadzajacej wode. szlag by to. teraz juz nie mam zadnych kolczykow do pary - juz od jakiegos czasu nosze kazdy inny bo czemu nie? jak macie jakies pojedyncze to mozecie mi wyslac
128 vesper road
leeds
ls5 3ll
uk
danke schon.
TE-DE?
Link 10.04.2008 :: 02:14 Komentuj (1)
nie wiedzialam, ze pamietasz takie szczegoly.nie wiedzialam ze cokolwiek pamietasz.bylam pewna, ze nie ma to dla ciebie znaczenia.moze gdybym wiedziala wczesniej byloby inaczej?w naszej znajomosci zawsze za duzo bylo ifs,buts,woulds.nigdy nie potrafiles powiedziec, ze ci zalezy, ze ja cos znacze.teraz mowisz o mnie jak o siostrze.niechze tak bedzie.niech wiedzie ci sie najlepiej.gdziekolwiek bede, wiedz ze ze mozesz na mnie polegac.o kazdej porze dnia i nocy w kazdej sprawie.
a tak z innej beczki.
people just die, sometimes.
we wtorek koncert.bedzie zajebiaszczo.
jak tylko zalicze sesje to kupuje bilety do... ... ... krainy marzen.
we wrzesniu hiszpania? to jest pytanie do YaRRRRRRRka.
tak czy inaczej FOCUS ON FUCKING STUDIES FOR ME, PLEASE!
just think about it.
Link 14.04.2008 :: 09:06 Komentuj (3)
nie ma to jak dwa pogrzeby w ciagu tygodnia.
oczywiscie na zadnym mnie nie bylo, bo jak?
ponoc to kobiety sie angazuja, a prawda jest taka, ze...
"get yoursefl a taxi and come here... please"
ten swiat jest szalony. totalnie!

retrospekcje szkocja06
Jaka jest cena emigracji?
Link 23.04.2008 :: 09:42 Komentuj (1)
[opublikowane na www.leeds.pl]
Mieszkam w UK na stałe już dwa lata. Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej moich znajomych wraca z powrotem do kraju. W polskich mediach słyszy się o fali powrotów, o tym, że połowa z nas wróci, połowa zostanie w UK. Z jednej strony mnie to cieszy, bo jednak tam w ojczyźnie na wielu z nas czekają rodziny i przyjaciele. Z drugiej jednak strony nurtuje mnie pytanie, jak poradzimy sobie w ojczyźnie z bagażem doświadczeń z zagranicy?
Wielu z nas przywykło do życia na pewnym poziomie materialnym, o który w Polsce nie łatwo. W UK niewiele sobie odmawiając można oszczędzić całkiem niezłe pieniądze. Już nie raz spotkałam się z przypadkiem, kiedy ludzie przyjeżdżający do UK w celach zarobkowych najpierw oszczędzali pieniądze przez parę miesięcy, wracali do Polski i ich oszczędności rozmywały się w mgnieniu oka. Wyjeżdżali wiec ponownie, zamykając się tym samym w absurdalnym kole. Nie twierdzę, że taka jest reguła, ale często ludziom trudno jest się „przestawić” na polskie realia pod względem wydatków.
Inna rzecz, ze wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z faktu, ze w Polsce czas nie stanął w miejscu podczas naszego pobytu za granica. Ja latam do Polski co dwa miesiące i wydawałoby się, że jestem na bieżąco, jednak coraz bardziej uświadamiam sobie jak małe pojęcie mam o tym co dzieje się w Polsce, co dzieje się w moim mieście, co zmieniło się w życiu bliskich mi osób. Staram się oglądać polskie wiadomości i dzwonić do domu kilka razy w tygodniu, ale prawda jest taka, że informacje, jakie w ten sposób otrzymuje są bardzo wybiorcze i cząstkowe. Są jedynie skrawkami tamtej rzeczywistości. Nasuwa się pytanie ile tak naprawdę można przekazać przez telefon, e-mail, gadugadu? Ile można powiedzieć sobie nawzajem przez kilka dni pobytu w Polsce? Odnoszę wrażenie, że mniej niż by się to nam wydawało.
Coraz częściej czuję się w Polsce dziwnie i obco. Coraz częściej wyjeżdżając z Polski mowie: „Jadę do domu”. I chociaż nie planuje zostać w UK i nie mam zbyt dobrej opinii o tym kraju to w jakiś sposób się już do tego miejsca przyzwyczaiłam, przywiązałam. Również moje spojrzenie na Polskę w dużym stopniu zmieniło się. Spostrzegam rzeczy, których wcześniej nie zauważałam. Bardzo razi mnie brak kultury osobistej ludzi, szczególnie obsługi w sklepach czy restauracjach. Oczywiście wszędzie są ludzie mniej i bardziej kulturalni, ale muszę przyznać, ze Anglicy mówią proszę, dziękuję, przepraszam o wiele częściej niż Polacy. O wiele częściej się również uśmiechają, szczerze bądź nie, ale mimo wszystko jest to w jakiś sposób pozytywne. Pozytywna jest również otwartość w stosunku do obcych osób. W UK nie jest niczym wyjątkowym rozmowa z nieznajomymi w sklepie, czy na ulicy. Nikt też nie odmówi pomocy, jeśli nie znasz drogi, lub nie wiesz jak wypełnić kwit na poczcie. W Polsce niestety często wygląda to zupełnie inaczej. Wcale nie sugeruje tutaj, że społeczeństwo angielskie jest lepsze. Polskie normy społeczne bardzo różnią się od brytyjskich i chwała im za to. Warto byłoby się jednak zastanowić jak duży wpływ mają na nas brytyjskie normy społeczne? Czy chcemy, czy nie, mieszkając w UK musimy się w pewnym stopniu do nich dostosować. Dopiero będąc w Polsce zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo przyzwyczaiłam się do pewnych angielskich norm i jak trudno będzie mi teraz przywyknąć do naszych rodzimych.
Jaka jest, więc cena, jaką płacimy za emigracje? Tęsknota, poczucie wyobcowania? Ja myślę, że to dopiero początek. Wydziedziczenie, utrata poczucia przynależności do miejsca, z którego pochodzimy, do społeczeństwa, którego byliśmy częścią. Zerwanie więzi. W moim odczuciu to jest właśnie cena, którą płacimy za emigrację. Każdy, kto wyjechał na dłużej za granicę musi jednak sam zadać sobie to pytanie. Dla każdego z nas cena może być inna. Wszystko tak naprawdę zależy od tego co zostawiliśmy w Polsce, kim byliśmy kiedy opuszczaliśmy ojczyznę i kim jesteśmy teraz.